POLECAMY
 Stat. serwisu Co tydzień



  [dodaj/uzupełnij]
Starsze numery "Co tydzień"



Dżem i Vox na Dniach Mysłowic
Jak co roku, gospodarz miasta zaprasza na obchody Świętojańskich Dni Mysłowic. Oprócz festynów i dobrej muzyki, zaplanowano m.in. zawody wędkarskie, wystawę psów wielorasowych, a nawet turniej wirtualnego futbolu.

Dni Mysłowic, to w tym roku dwa weekendy dobrej zabawy w różnych częściach miasta.
Świętowanie nad Przemszą rozpocznie się już 21 czerwca od festynu charytatywnego „Ochronka”. Przez całą sobotę dzieciaki będą bawić w hali widowiskowo-sportowej na Bończyku. Tego samego dnia, na Kępie Bagieniokowej odbędzie tradycyjny festyn rodzinny. W przedostatni weekend czerwca swoje zawody rozegrają wędkarze. W sobotę od godziny 6 rano rozpoczną się zmagania na Wesołej, natomiast w niedzielę, również wczesnym rankiem wędki zarzucą na Piasku i Brzezince.
Najwięcej atrakcji czeka na mysłowiczan w ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca. 28 czerwca na Słupną zawita kultowy zespół Dżem. Wcześniej zagra tam przedstawiciel mysłowickiej sceny muzycznej – zespół Gutierez, który zaprezentuje swoje najnowsze utwory. 29 czerwca na Słupnej wystąpi grupa VOX z Witoldem Pasztem.

Rozgrzani jak piec

Grupa Dżem istnieje już 35 lat. Pierwsze wzmianki o zespole założonym przez braci Adama i Beno Otręba można znaleźć już w 1973 roku. W grudniu tego roku do kapeli dołączył charyzmatyczny Rysiek Riedel. Przez pierwsze siedem lat działalność grupy miała charakter czysto amatorski. Wiele zmieniło się, gdy muzycy z Tychów zdobyli pierwszą nagrodę na Przeglądzie Amatorskich Zespołów Muzycznych, a 7 czerwca wzięli udział w Ogólnopolskim Przeglądzie Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie. W ciągu kilku kolejnych lat zespół dużo koncertował i brał udział w wielu znaczących festiwalach, takich jak: Folk Blues Meeting w Poznaniu, Jarocin, Rock Na Wyspie we Wrocławiu (1982), Muzyczny Camping w Brodnicy, Fama w Świnoujściu, Rawa Blues w Katowicach. Pierwsze wydawnictwo Dżemu pojawiło się w 1984 roku. Debiutancka płyta była zapisem koncertu na „Famie” w Świnoujściu. Na początku 1985 roku zespół wyjechał na kilka koncertów do Szwajcarii. W tym roku ukazał się jeden z najpopularniejszych longplayów grupy „Cegła”. Album zawierał osiem utworów, w tym m.in.: „Whisky”, „Czerwony jak cegła”, „Ballada o dziwnym malarzu” i „Boczny wiatr". W 1991 roku muzycy założyli spółkę cywilną pod nazwą „Dżem”. Pierwszym wydawnictwem nowo powstałej spółki jest album „Detox”, uważany przez wielu krytyków i samych muzyków za najlepszy album grupy. W październiku 1993 roku zespół nagrał płytę „Autsajder”. To ostatni album z premierowymi utworami grupy, na którym zaśpiewał Riedel. Problemy z nałogiem narkotykowym spowodowały, że przestał się zajmować regularnie pracą. Ostatni koncert grupy z Riedlem odbył się 16 marca 1994 r. w Krakowie. W maju wokalista został tymczasowo usunięty z Dżemu. Zmarł 30 lipca 1994 roku, bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność serca. Od 1995 roku nowym wokalistą zespołu został Jacek Dewódzki, z którym zespół koncertował i tworzył do roku 2001. Kolejnym wokalistą grupy został Maciej Balcar. Na jesieni w 2008 roku zespół planuje wydanie płyty koncertowej z premierowymi utworami.


Bananowy VOX

W niedzielę 29 czerwca na Słupnej zagra dancingowe trio VOX. Grupę założyli przed trzydziestoma laty Witold Paszt, Jerzy Słota, Ryszard Rynkowski i Andrzej Kozioł. Przez pierwsze miesiące działalności, kwartet pracował z choreografem, kostiumologiem, lektorem języka angielskiego i reżyserem przygotowując swój debiutancki repertuar. VOX zadebiutował w kwietniu 1979r. na Międzynarodowej Wiośnie Estradowej w Poznaniu. Zespół zyskał wówczas wielką popularność dzięki uczestnictwu w radiowym plebiscycie Studia Gama oraz występom na krajowych i zagranicznych festiwalach piosenki. Wizytówką kwartetu stał się utwór „Bananowy Song”. Grupa VOX była w latach 80 absolutnym novum na krajowym rynku muzycznym. Czterej chłopcy śpiewali hity, tworząc jednocześnie widowiskowe show. VOX wygrywał plebiscyty radiowe, telewizyjne i prasowe. Koncertował w NRD, RFN, Holandii, Szwecji i na Kubie. Na jego repertuar składają się ballady, pieśni gospel, standardy jazzowe, utwory pop i funky. W 1987r. po rozstaniu się z Ryszardem Rynkowskim do zespołu dołącza Dariusz Tokarzewski. Od 1996 roku VOX występuje już jako tercet bez Andrzeja Kozioła. Obdarzeni słuchem muzycznym i talentem estradowych showmenów rozpoczęli nowy etap kariery.

Wirtualnie na Brzezince

Interesujący program obchodów Dni Mysłowic przygotował Mysłowicki Ośrodek Kultury i Sztuki na Brzezince. 28 czerwca miłośnicy psów wielorasowych wezmą udział w wystawie „Dzień pod psem”. Początek psich zmagań od godziny 11. Dzień później, również w MOKiSie na Brzezince odbędzie się Turniej Futbolu Wirtualnego. Zdaniem organizatorów, to jedyny sposób na pokonanie piłkarskiej reprezentacji Niemiec. Maniaków konsoli zapraszamy w niedzielę na 10.



Radziecki czołg T-34 na dnie Przemszy ?
Podczas II Wojny Światowej, w styczniu 1945 roku do miasta Mysłowice, od strony dzielnicy Brzezinka wkracza "wyzwoleńcza" Armia Czerwona. Podczas przeprawy ciężkiego sprzętu przez Przemszę, wiodącej przez drewniany wówczas most, niespodziewanie atakują Niemcy. Rzekomo przetaczający się przez most sowiecki czołg (najprawdopodobniej niepokonany T-34) runął wprost do rzeki.

Jeżeli w czasach PRL'u nie miała miejsca akcja (o której wzmianek nie ma) wydobycia jednostki, to być może spoczywa tam po dziś dzień zagrzebany w rzecznym mule.
Jednak fakty są także, iż od lat krążą różne historie o „ruskim” czołgu w Przemszy. Miejscowi, widzący osoby błąkające się po ich polach, w pobliżu rzekomego miejsca, w którym znajduje się czołg dziwnie i tajemniczo strzegą tego terenu. Przedstawiliśmy się zatem, jako osoby z Muzeum Miasta Mysłowic tworzącego Muzeum Militarne. Osoby te wówczas stały się bardziej rozmowne. Jeden z mieszkańców powiedział nam nawet „wyciągnijcie sobie ten czołg, który tam leży”.

Dzień prawdy nastąpi już w drugą sobotę czerwca. Wszystkie wątpliwości i pytania nurtujące od lat niejednego, rozwiane zostaną na zawsze.

Szczypta historii.. Tak najprawdopodobniej było..

29 stycznia 1945 roku w okopach wzdłuż Przemszy po jej zachodniej stronie, zmarznięci niemieccy żołnierze oczekują nieuniknionego uderzenia Armii Radzieckiej. Rozmieszczone co kilkanaście metrów betonowe bunkry dodają im otuchy.
Jednak wiedzą, że rozpędzona rosyjska machina wojenna przejedzie po ich kolejnym miejscu obrony jak walec. Nagle na wschodzie niebo rozświetla ognistoczerwona łuna. To Rosjanie rozpoczynają tzw. przygotowanie artyleryjskie, które ma „zmiękczyć” obronę niemiecką.
Na jeden z mostów łączący oba brzegi Przemszy ruszają sowieckie czołgi. Piechota tuż za nimi osłania stalowe kolosy. Gdy tylko pierwszy z czołgów wjeżdża na most wszystko dookoła eksploduje. W tumanach kurzu i odłamkach most zapada się wraz z czołgiem do rzeki. Rosjanie nie poddają się. Wykorzystując naturalną podporę jaką teraz w zamarzniętej rzece stanowią resztki mostu oraz czołg, pod ogniem wroga nadrzucają na niego co się da, aby utworzyć tymczasową przeprawę. Po tym zaimprowizowanym moście nie licząc się ze startami, przebijają się na zachodni brzeg. Trzy czołgi przełamują niemiecką obronę i kierują się w stronę Mysłowic. Niemcy jednak przygotowani na taki obrót sprawy wytaczają swoje ukryte działa przeciwpancerne oraz „panzerfausty”. „Giną” wszystkie radzieckie czołgi, ale cel jest osiągnięty. Armia Czerwona pokonała jeszcze jedną przeszkodę w drodze do Berlina, stolicy upadającej III Rzeszy..

Czy ta relacja jest 100% pewna ?

Leonard Czarnota: Problem w tym, że nie rozmawiałem z bezpośrednimi świadkami tych wydarzeń. Ta historia podana wyżej, to takie mało szczegółowe fabularyzowanie wydarzeń, które są faktem. Zgadza się miejsce i data wyzwolenia Mysłowic spod okupacji hitlerowskiej przez Armię Czerwoną, która jak wiemy przyniosła nam z kolei okupację Radziecką...

Dlaczego do świadków tych wydarzeń tak trudno dotrzeć?

L.C: Trzeba pamiętać, że okoliczni ludzie, którzy widzieliby te rzeczy na własne oczy musieliby mieć w tamtych chwilach przynajmniej po 7 – 8 lat. W tej chwili są to osoby 70 letnie lub starsze. W tym wieku pamięć zawodzi, następnie, rzeczy na które się napatrzyli też nie skłaniają ich do opowiadania o tym. Jeszcze jest problem Śląskości. Niestety dla przeciętnego Rosjanina w tamtym czasie i tuż po wojnie, każdy Ślązak kojarzony był z Niemcem. Sowieci nie rozumieli różnic, które dla polaków są i były oczywiste. Nauczeni przykrymi represjami miejscowi woleli przez te wszystkie lata komuny nie opowiadać o tym co widzieli. Do dzisiaj myślę, że część ludzi dalej podchodzi w ten sam sposób do tych spraw. To wszystko sprawia, że nie mamy konkretnych danych o tym co się stało w tym miejscu naprawdę.

Czy naprawdę warto „rozgrzebywać” tą historię z czołgiem?

L.C: Jak najbardziej. Ciągle się spotykam z ludźmi mojego pokolenia oraz starszymi, którzy są zdumieni tym co opowiadam o Mysłowicach. Pamiętajmy że 80% mieszkańców tego miasta to ludzie przyjezdni, którzy nigdy nie byli zainteresowani tym co tutaj się działo. Przyjechali za chlebem, za pracą, dlatego że ich przesiedlono oraz z wielu innych powodów. Mając świeżo w pamięci okropieństwa wojny, chcieli już o niej zapomnieć. Ludzie ci do mnie się uśmiechają z niedowierzaniem, gdy im opowiadam o tym, że tutaj miał być port na Przemszy, o tym, że można było dopłynąć do Krakowa i z powrotem. Wiemy jak wygląda teraz Przemsza jak cuchnie i jaki ma kolor. Nie mieści im się to w głowach, że to była czysta rzeka z rybami. Warto o tym mówić choćby dla nowych pokoleń, które tutaj się urodziły i utożsamiają się ze „swoimi rodzinnymi dla nich” Mysłowicami. Oraz chcą być dumni z historii swojego miasta.

Wracając do sprawy samego czołgu, co zamierzasz zrobić w jego kwestii?

L.C: Od ponad roku czasu zbieram informację o tym, czy on w ogóle istnieje. Wszystkie tropy i ślady sprowadzają się do tego miejsca, gdzie był stary most na Przemszy. Wspomógł mnie w zbieraniu danych i ustalaniu pewnych informacji Zbyszek Kościan prezes „Konika” od 30 lat zajmujący się militariami i historią a w szczególności historią Mysłowic. W okresie tym również korespondowałem z panią Ewą Stępniewicz-Żerdzińską. Pani redaktor prowadziła w telewizji regionalnej cykl programów „Podwodna Polska”, które sama realizowała. Zależało mi tutaj na jej doświadczeniu technicznym, przecież osobiście nurkowała w Bałtyku, jaskiniach oraz innych niebezpiecznych miejscach. Po roku namawiania zjawiła się w Mysłowicach. Pomoże w eksploracji rzeki i ustaleniu czy jest czołg.

Od pewnego czasu, badając sprawę, bardzo prawdopodobne jest, iż czołg gdzieś tam nadal jest. Jeżeli jest, co dalej ?

L.C: Na chwilę obecną planujemy tylko sprawdzenie kamerą podwodną przypuszczalnego miejsca spoczynku pojazdu. Jeżeli tam będzie się znajdował oraz otoczenie dookoła niego będzie dostatecznie bezpieczne, być może pozwolimy nurkowi aby wszedł do rzeki i „podotykał” go osobiście. Wspomoże nas w tej operacji Mysłowicka Straż Pożarna, która udostępni odpowiedni ponton z obsługą, z którego będziemy opuszczać kamerę. Powstanie również reportaż z tego przedsięwzięcia realizowany przez panią redaktor. To tyle na pierwszy rzut.

Jeżeli faktycznie jest tam czołg, kto się nim zajmie? Jaki go spotka los?

L.C: Tak szybko do przodu z tymi sprawami nie będziemy biegli. Ale jeżeli on jest to myślę, że najlepszym miejscem dla niego będzie Muzeum Miasta Mysłowice. W końcu byłby to eksponat muzealny tylko i wyłącznie związany z historią naszego miasta. Świetnie by też wpisywał się w „Park Militarny”, który został utworzony przy muzeum w tamtym roku, do którego powoli ściągane są eksponaty o charakterze militarnym. Najpierw jednak trzeba zapewnić sobie odpowiednie zezwolenia od odpowiednich służb żeby go w ogóle można było wydobyć z rzeki. W tej kwestii już otrzymujemy wsparcie od osób zainteresowanych. Pieczę nad tą sprawą sprawuje Muzeum Miasta Mysłowice, Urząd Miasta oraz... modelarnia „Albatros” działająca przy Miejskim Centrum Kultury w Mysłowicach.

Co może zrobić modelarnia z czołgiem???

L.C: Przyczynić się do jego wydobycia! Cóż wspanialszego mogłoby się trafić ludziom którzy zbierają się na modelarni po to żeby porozmawiać o historii i żeby budować rzeczy w miniaturze, których przeciętny człowiek w oryginale nigdy nie zobaczy na własne oczy? Budujemy modele okrętów samolotów i oczywiście czołgów. Dla nas cała sprawa zaczęła się od jednego z uczestników naszej modelarni, który powiedział, że jego babcia.. powiedziała, iż w Przemszy jest czołg... W ten sposób zacząłem „drążyć” temat. Zaczęliśmy zbierać informację... Namówiłem panią redaktor Ewę Żerdzińską, i stało się.

Był także czołg-pomnik w Mysłowicach - Brzęczkowicach... czy on miał coś wspólnego z tymi czołgami, które wjechały do Mysłowic?

L.C: Wydaje się, że najprawdopodobniej tak było. Nieszczęście tego czołgu polegało na tym, że był ku czci wyzwoleńczej Armii Radzieckiej i czołgów które „wyzwalały” Mysłowice. Jak wiemy nie było to do końca prawdą z tym „wyzwoleniem” i dla wielu Polaków był symbolem radzieckiego zniewolenia. Poszedł na odstrzał przy pierwszej okazji. Wtedy nie liczyła się wartość techniczna tylko wartość polityczna tego pojazdu... Po 20 latach od upadku komuny sprzęt taki jest coraz bardziej cenny dla kolekcjonerów oraz muzeów, ponieważ jest go coraz mniej... Dla nas wszędobylskie T-34 kojarzyły się w czasach komuny ze zniewoleniem, a teraz to cenna pamiątka historyczna.

Życzę powodzenia całej akcji i sukcesu w wydobyciu przyszłego eksponatu.

L.C: Dziękuję. Zainteresowanych oraz mających pytania zapraszam do mailowania - x-35@tlen.pl

[ Z Leonardem Czarnotą instruktorem oraz opiekunem modelarni szkutniczo-kołowej „Albatros”rozmawiał Tomasz Tejkowski - Kusiak. ]

Odwiedź takżę stronę modelarni "Albatros" - www.albatros.adyton.com.pl




T-34 najlepszy..
T-34 wygrał wojnę będąc najlepszym czołgiem II wojny światowej, niemającym sobie równych.

Czołg, który odmienił losy wojny”, „pogromca niemieckich Tygrysów”.

Podstawowa wersja, uzbrojona była w armatę kalibru 76 mm, nosiła oznaczenie T-34, dla odróżnienia, późniejsza wersja T-34/85, uzbrojona była w armatę 85 mm. Istniała też małoseryjna wersja T-34/57 oraz wersje specjalne, jak czołgi-miotacze ognia OT-34.



Mysłowiczanie pomagają malować szpital
Klinika Rehabilitacji Pediatrycznej w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu w Warszawie wygląda od niedawna jak wodny bajkowy świat. Autorami tej wizji są znani muzycy, plastyk i aktor.

Wystrój korytarzy zmienił się dzięki Maciejowi Kotowi, który od kilkunastu lat specjalizuje się w aranżacji szpitalnych wnętrz. W pracy pomagali mu dwaj znani muzycy. Mietall Waluś, lider zespołu Negatyw oraz Wojtek "Lala" Kuderski perkusista zespołu Myslovitz. Dołączył do nich znany aktor Rafał Królikowski.

Na oddział, w którym pracowali artyści trafiają mali pacjenci po wypadkach, z wadami wrodzonymi na wózkach inwalidzkich. Spędzają tam co najmniej trzy cztery tygodnie. Niektórzy pacjenci w szpitalu mieszkają nawet rok. Dzieci nowym wyglądem oddziału są zachwycone. Zdaniem Anny Łukaszewskiej- kierowniczki Kliniki Rehabilitacji Pediatrycznej, sztuka w szpitalu jest dobrą formą terapi, która wspomaga proces leczenia. Szpital wygląda teraz znaczniej przyjaźniej- mówi Łukaszewska. W takim otoczeniu dzieciom łatwiej zapomnieć o bólu i chorobie, a to często pomaga w terapii. Maciej Kot na terenie całego kraju ma na koncie pomalowanie osiemdziesięciu oddziałów dziecięcych.

Mietall i Lala po raz pierwszy pomogli pomalować Maćkowi salę Górnośląskiego Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Katowicach w kwietniu tego roku. Tam też wspólnie zamienili szpitalne korytarze w bajkowe krajobrazy.



OFF Festival - Niemiecka gwiazda awangardy
Kammerflimmer Kollektief to niemiecka gwiazda europejskiej awangardy, która łączy muzykę"graną" i "programowaną", instrumentarium akustyczne i elektroniczne, kulturę wysoką i uliczną. Kreuje klimat tajemniczy i baśniowy.

Brytyjska Modified Toy Orchestra gra muzykę elektroniczną, ale nie używa midi, sampli, laptopów czy syntezatorów... Tak naprawdę nie używa żadnych konwencjonalnych instrumentów - tylko zmodyfikowane zabawki.

Polscy artyści to:

Polpo Motel - połączenie klasycznego śpiewu z awangardową elektroniką to nowy, oryginalny sposób na muzykę warszawskiego duetu.
Plazmatikon - gra na oryginalnych beat maszynach enerdowskiej Vermony oraz klawiszach legendarnej radzieckiej Elektroniki i polskiej Unitry.
Jacaszek - na genialnej trzeciej płycie „Treny” sięga jednak po brzmienia harfy, fortepianu, orkiestry smyczkowej i na ich bazie odkrywa rejony współczesnej muzyki poważnej.

Na Off Festivalu 2008, od 8 do 10 sierpnia w Mysłowicach, łącznie pojawi się ponad 50 zespołów, zagrają m.in.: Iron & Wine, Clinic, Of Montreal, British Sea Power, James Chance, Singapore Sling, Caribou, Menomena, Dat Politics, Homo Twist, Dick 4 Dick, Leszek Możdżer z projektem Lutosphere, Motion Trio, Budyń i Sprawcy Rzepaku, Izrael '83, Muchy, Luc i Rahim, Shofar, Afro Kolektyw, Waglewski Fisz Emade i Renton.

Ceny karnetów 2 dniowych (08-09.08):

# od 09 maja - 19 czerwca: 65 zł
# od 20 czerwca - 07 sierpnia: 75 zł
# od 08 sierpnia - 09 sierpnia: 85 zł

Ceny biletów jednodniowych:

# bilet jednodniowy można kupić tylko w dniach 08,09 sierpnia 2008 na terenie kąpieliska Słupna Park w cenie 45 zł.

# Bilet na koncert specjalny IRON & WINE w kościele Ewangelickim w Mysłowicach: 30 zł - (bilety dostępne tylko w sieci sprzedaży ticketpro.pl) - liczba biletów ograniczona!



Mietall jest trendy nawet w kąpielówkach
Mysłowicki muzyk nagrał przed rokiem album "Mietall Waluś Magazine". Teraz, razem z siedmioma innymi zespołami i artystami, wybrano go spośród 290 kandydatów do konkursu Top Trendy. W lipcu wystąpi na imprezie w Sopocie.

Czy Mietall Waluś jest trendy?

- Nie mam pojęcia, co to znaczy "być trendy". Ja po prostu nagrałem płytę, która się różni od poprzednich w mojej dyskografii. I to dzięki "Mietall Waluś Magazine" zaproszono mnie na imprezę Top Trendy.

Kiedy się o tym dowiedziałeś?

- Kilka dni temu. Właśnie wybierałem się do Berlina na koncert mojego ulubionego zespołu Queens Of The Stone Age. Przed wyjazdem zadzwonili do mnie z firmy, która wydała moją płytę, i mówią: "Pakuj kąpielówki, jedziesz do Sopotu"...

Będę tam chyba pięć dni. Cieszę się, że spotkam przyjaciół, np. z grup Hey i T.Love. Jadę tam z przyjemnością, ale to nie będą wakacje. Bo na wakacjach się odpoczywa, a ja zawsze w takich sytuacjach się stresuję.

Czy taka impreza może pomóc Ci w karierze?

- To dobra reklama, bo telewizja ma największą siłę przekazu. Zysk z takiej imprezy to na pewno więcej propozycji koncertowych. Wiem, bo grałem już pięć lat temu jako "trendy" z moim zespołem Negatyw.

Ale nie mam ciśnienia na wielki, nagły sukces. Ten konkurs ma dla mnie znaczenie ze względu na jury. To poważne postacie z najważniejszych radiostacji w Polsce [m.in. Piotr Baron z PR3, Paweł Sztompke z PR1, Marek Niedźwiedzki z Radia Złote Przeboje, Darek Maciborek z RMF FM, Tomasz Miara z Radia Zet, Marcin Bisiorek z Eski, a także Nina Terentiew z Polsatu - przyp. red.]. Czuję się wyróżniony, że mnie wybrali. Ale też cieszę się, że tacy ludzie w ogóle wiedzą o mojej muzyce.

Top Trendy to impreza bardzo zróżnicowana muzycznie. Na scenie "Top" obok siebie zagrają Hey i Doda...

- Dzień "Trendy" na szczęście jest bardziej spójny i bardziej alternatywny. Ja jestem muzykiem rockowym, ale chcę skorzystać z szansy, żeby pokazać się na dużej imprezie telewizyjnej. Bo w tym kraju nie ma dużo takich okazji. Trudno powiedzieć, czy ważniejsze jest zagrać na Top Trendy, czy w Jarocinie. Ja mam za sobą obie imprezy. Każdy koncert to doświadczenie, krok do przodu. Cieszę się, że pokażę się szerszej publiczności. Ale raczej jestem bardziej przestraszony niż podniecony.



Muzeum, Trójkąt i malarstwo..
Oprócz funkcji dyrektora Muzeum Miasta Mysłowice realizuje się w wielu społecznych przedsięwzięciach, dalekich nieraz od stereotypowego obrazu pracownika tej instytucji.
Wiele działa przy Trójkącie Trzech Cesarzy.


Między innymi jego zasługą jest wysprzątanie historycznego miejsca. Dzięki kwietniowej akcji zbieg dwóch Przemsz stał się odpowiednim miejscem dla kolejnych zamiarów dyrektora.
Takich jak poszukiwania czołgu z czasów wojny w odmętach rzeki -W przyszłą sobotę sprawdzimy, czy to prawda. Użyjemy w tym celu specjalistycznego sprzętu—zapowiada Plackowski.

Jego marzeniem jest szersze rozpropagowanie Trójkąta. Zamierza zatem stworzyć park militarny w jego pobliżu. Jednak, jak zapowiada, nie da się przewidzieć daty jego utworzenia. Jak na razie w muzeum kompletuje sprzęt wojskowy. - Właśnie się dowiedziałem, że otrzymamy zabytkowy helikopter, przekazany przez Agencję Mienia Wojskowego- mówi Plackowski.
Oprócz pasji historycznych dyrektor prowadzi zajęcia z malarstwa emocjonalnego. W swoim stowarzyszeniu „Placek" rozwija on twórczo dzieci, organizując dla nich warsztaty.

W każdą środę w janowskiej filii Mysłowickiego Ośrodka Kultury i Sztuki „Trójkąt" prowadzi on stałe zajęcia. Oprócz nich często wyrusza na warsztaty plenerowe. Najbliższe planuje podczas Pikniku Europejskiej w Pszczynie.

- W malarstwie emocjonalnym chodzi też o rozrywkę. To jest coś na pograniczu sztuki i zabawy. Artysta uczy się od dzieci, a dzieci uczą się od arty-stów -wyjaśnia szef stowarzyszenia.
W tej dziedzinie również ma dalekosiężne plany. Zamierza wykorzystać odnawiany właśnie strych janowskiego MOKiS-u i powołać tam do życia pracownię dla dzieci. Chciałby w niej, poprzez arte-terapię, pomagać także osobom z lekkim upośledzeniem. I w ten sposób zorganizować im czas.
Dodatkowo, z okazji przy-padającego w tym roku 140-lecia dekanatu mysłowickiego, ma w planie przyjrzeć się bliżej księgom miejskich probostw. - Zapewne znajdzie się w nich wiele ciekawych spraw - mówi Adam Plackowski.



Zabytkowy tramwaj woził dzieci
W przeddzień dnia dziecka w Mysłowicach zorganizowano wyjątkową przejażdżkę zabytkowym tramwajem. Udekorowany fanami śląskimi i balonikami tramwaj kursował na trasie Mysłowice Dworzec PKP - Szopienice Pętla. Przewiózł około 120 dzieciaków.

Podczas podróży, którą zorganizował Ruch Autonomii Śląska w Mysłowicach, pasażerowie mogli wysłuchać wyjątkowej lekcji o mieście oraz opowieści ludowych opowiadanych przez mysłowickiego historyka Dariusza Faleckiego. Była to także okazja by obejrzeć galerię strojów regionalnych i historycznych prezentowanych przez dziewczęta, które sprawowały opiekę nad młodymi pasażerami - Mirella Dąbek i Ilona Spis. Przewodnik na bieżąco komentował mijane charakterystyczne miejsca i budynki, zaś najmłodsi pasażerowie otrzymywali stale pamiątki, słodycze i drobne zabawki.

Do wejścia do tramwaju upoważniał okolicznościowy bilet, oczywiście bezpłatny kasowany przez specjalnego konduktora, ubranego w odpowiedni strój, jak za dawnych lat. W poważnego śląskiego kanara, wcielił się Klemens Urbańczyk z Mysłowic - Kosztów.

Na przystanku Mysłowice Dworzec natknąć można się było na stoisko z książkami, koszulkami i innymi gadżetami o tematyce śląskiej.

Na placu dworcowym w promieniach gorącego słońca, rozbawieni młodsi oraz starsi zagrzali się do obchodów Dnia Dziecka, które potrwały do 2 czerwca bogate w konkursy, warsztaty gry na bębnach czy spektakle teatralne. Trzy dni świętowania przez najmłodszych miło upłynęły pod znakiem słodkiej waty cukrowej oraz, jak ptak na wietrze wznoszących się kolorowych baloników.







Strażacy czytali dzieciom..
Z okazji „VII Ogólnopolskiego Tygodnia Czytania Dzieciom”
(1 - 8.06.2008r.) MBP Filia nr 8 zorganizowała przy współpracy
z miejscową filią MOKiS „Trójkąt” spotkanie z bajką dla
najmłodszych pod hasłem: „Wesoła Czyta Dzieciom”.


Honorowym gościem akcji czytelniczej był przedstawiciel Państwowej Straży Pożarnej - Mysłowice młodszy kapitan Wiktor Porada oraz dzieci z Przedszkola nr 14.


Na początku spotkania umundurowany gość przeczytał maluchom opowiadanie o tym jak telefon stacjonarny i komórka uratowały przed spaleniem dom dzwoniąc pod numer 998 i 112 i powiadamiając straż pożarną o zagrożeniu pożarowym.

Przedszkolaki na podstawie przeczytanej bajki poznały zasady korzystania z numerów alarmowych i podczas zabawy uczyły się zgłaszać odpowiednim służbom przez telefon pożar, wypadek czy inne niebezpieczeństwo. Mali uczestnicy spotkania pytali zaproszonego strażaka o jego pracę, akcje ratunkowe, w których uczestniczył, przymierzały strażacki hełm i maskę przeciwgazową. Najbardziej aktywne podczas spotkania dzieci nagrodzone zostały książkami a wszyscy uczestnicy uraczyli się słodkim poczęstunkiem.

Zakończeniem imprezy czytelniczej była sesja fotograficzna przy wozie strażackim z młodszym kapitanem Wiktorem Poradą w roli głównej.




Nasi Strażnicy Miejscy pokazali co potrafią
Spektakularnym sukcesem zakończył się występ 6-osobowej reprezentacji Mysłowic na I Ogólnopolskiej Olimpiadzie Sprawnościowej Straży Miejskich, która odbyła się 31 maja w Łodzi na stadionie AZS-u.

W zawodach udział wzięło 14 drużyn z 11 miast, m.in. z Łodzi, Warszawy, Kielc, Gliwic. Nasza straż jest spośród reprezentowanych najmniejsza (w Mysłowicach liczy 30 osób podczas, gdy w Warszawie ok. 1700 a w Łodzi – 350) a niektóre miasta, jak Zgierz czy Łódź, wystawiły po dwie drużyny.
To nasza drużyna w składzie: Katarzyna Kokuła, Anna Padechowicz, Grażyna Połomska, Dawid Skutela, Robert Buszczyk i Sebastian Stachoń okazała się jednak czarnym koniem olimpiady.
Drużynowo zajęliśmy 3 miejsce, dziewczyny także były trzecie, panowie drużynowo okazali się najlepsi a Sebastian Stachoń zdobył 1 miejsce w klasyfikacji indywidualnej. Najwyższe wśród pań – szóste - miejsce indywidualnie osiągnęła Kasia Kokuła.

Spośród czterech konkurencji (rzut piłką lekarską, brzuszki na czas, bieg po kopercie i bieg na 800 lub 1000 metrów) mysłowiczanie ustanowili rekord zawodów w brzuszkach panów (D. Skutela), biegu panów na 1000 m i biegu po kopercie panów (S. Stachoń).

Sprawność fizyczna mysłowickich strażników wychodzi nie tylko podczas zawodów. W ciągu ostatniego miesiąca służby czterokrotnie przyłapali oni na gorącym uczynku złodziei i sprawców rozbojów.



Brak miejsc w mysłowickich przedszkolach
Już nie tylko absolwenci gimnazjów i szkół średnich muszą się martwić o miejsce w placówce kolejnego szczebla edukacji. Również rodzice przyszłych przedszkolaków mają problemy z zapisaniem swoich pociech. Miejsce dla dziecka się znajdzie, ale wiąże się z dłuższą drogą od domu.

W 20 mysłowickich przedszkolach jest dokładnie 2006 miejsc. - Według stanu na koniec maja zapisano 1960 dzieci. W przypadku kolejnych 151 rodzice wyrazili taką wolę, ale jeszcze nie uzupełnili dokumentów - informuje Katarzyna Szymańska z biura prasowego mysłowickiego magistratu.

Miejsc jest więc minimalnie za mało, ewentualnie margines jest bardzo wąski. Na pewno miejsca w zerówce znajdzie się dla każdego sześciolatka.
::: Reklama :::

Co ważne, nie obowiązuje żadna rejonizacja. Dzieci z Dziećkowic, czy Krasów można spokojnie zapisać do placówki w centrum miasta.

Problem pojawia się w przypadku przedszkoli usytuowanych w pobliżu większych osiedli. Tam na prawdę może zabraknąć miejsc dla wszystkich dzieci z okolicy. Wtedy kilkulatków będzie trzeba zapisać do nieco bardziej oddalonych od domów placówek. Najmłodsze dziecko w placówce może mieć 2,5 roku. Coraz częściej jednak rodzice chcą zapisywać nawet dwuletnie dzieci. Na sytuację ma wpływ również fakt, że swoich pociech doczekała się już znaczna część wyżu demograficznego z początku 80. lat ubiegłego wieku.

Przedszkole nr 20 im. Misia Uszatka cieszy się sporą renomą wśród rodziców. Ma bszerne, dobrze wyposażone sale, ogromne podwórko z górką, po której w ziemie można zjeżdżać na sankach. Może pomieścić 125 dzieci. Chętnych jest więcej. - Po dwóch dniach zapisów wyczerpaliśmy limit - mówi Barbara Zamościk, dyrektorka Przedszkola nr 20. - Nikogo więcej nie wolno nam przyjąć.

W przypadku większej ilości chętnych przeprowadza się rekrutację niczym na wyższych uczelniach. Tyle że decydującym czynnikiem nie jest wiedza (bo skąd ma ją mieć przedszkolak?), tylko sytuacja rodzina. - Pracujący rodzice, rodzeństwa, a przede wszystkim osoby samotnie wychowujące dzieci - wylicza niektóre z nich Zamościk.

Przedszkole to wydatek przynajmniej stu kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Rodzice muszą uiścić opłatę stałą, której wysokość co roku ustala Rady Miasta. Pokrywa ona część kosztów za wyżywienie i przygotowanie posiłków. Te opłaty różnią się w zależności od placówki. Średnio trzeba zapłacić 60 zł za wytworzenie posiłków. Do tego należy doliczyć po kilka złotych za każdy dzień, w zależności od tego, ile posiłków zjedzą dzieci. Na tym opłaty się nie kończą. Jeżeli pociechy spędzają w swoich przedszkolach do pięciu godzin, nie trzeba nic dopłacać. Każda kolejna godzina powyżej to dodatkowy wydatek rzędu 3 zł miesięcznie.

W każdym przedszkolu nauczyciele muszą zrealizować określony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu program. To, co odróżnia od siebie placówki, to przede wszystkim programy autorskie napisane przez konkretne nauczycielki. Programy są różne, tak jak różni się ich autorzy. Zdrowy przedszkolak, bezpieczny przedszkolak, opanowywanie agresji, ścieżka regionalna, czy nauka czytania 3-latków metodą Majchrowskiej - wybierają jedni. Inni wolą malarstwo emocjonalne lub edukację zdrowotną. We wszystkich przedszkolach istniej możliwość uczestniczenia w dodatkowych zajęciach z języka angielskiego, logopedia. Za prowadzone dwa razy w tygodniu zajęcia trzeba zapłacić średnio ok. 20 zł. Rytmika, gimnastyka korekcyjna i zajęcia logopedyczne kosztują nieco mniej.

W tym roku nasze miasto wydaje na utrzymanie przedszkoli prawie 13 mln zł.


do góry